Rozdział 3
"-Nie
pozwolę się tak traktować. -zaczęłam się wyrywać aby odejść.
-Odejdziesz
kiedy Ci na to pozwolę. -podniósł rękę z zamiarem uderzenia
mnie.
W
tamtej chwili byłam bezsilna. Spuściłam wzrok,myśląc o ciosie
który zaraz dostanę. Ku mojemu zdziwieniu,nie zaznałam żadnego
bólu. Podniosłam wzrok,a moim oczom ukazał się Jasiek szarpiący
Dawida. Szarpali się przewracając każdą napotkaną rzecz.
Wiedziałam że Dawid nawet jak przegra,to mi nie da tego za wygraną.
Nie wiedziałam co mam robić. Uciekać?Nie,nie mogę."
Stałam
tam telepiąc się z nerwów i obserwując każdy ruch chłopaków. W
głowie plątały mi się miliony myśli. Usłyszałam głośne
chlapnięcie wody,a po chwili tłum gapiów otaczających basen. W
głębi duszy miałam nadzieję że to Jasiek wylądował w basenie.
Chociaż uratował mnie przed Dawidem,wiedziałam że ten zrobi mi
piekło z życia. Chciałam tam podejść,ale moje nogi całkowicie
odmawiały posłuszeństwa.
-Chodź,zabieram
Cie stąd. -poczułam szarpnięcie za rękę,a do moich uszu dobiegł
głos Jasia. Zanim się obejrzałam siedzieliśmy już w samochodzie.
Dotarło
do mnie że wyszliśmy stamtąd w takim szybkim tempie,że nawet nie
zdążyłam zobaczyć co z Dawidem.
-Dzięki,jakby
nie Ty nie wiem jak bym sobie poradziła. -Przerwałam ciszę
panującą w samochodzie.
-Nie
ma sprawy,nie mogłem bezczynnie stać i się przyglądać. -Chłopak
puścił mi oczko. Przez następne 20 minut siedzieliśmy w ciszy.
Stanęliśmy na światłach dwie ulice od mojego blokowiska.
-Mieszkam
dwie ulice stąd,w prawo,a potem w lewo. -Dałam Jasiowi wskazówki
gdzie ma mnie odwieźć.
Jednak
chłopak nie zważając na mnie pojechał przed siebie.
-Gdzie
jedziesz? -Zapytałam lekko zdziwiona.
-Słuchaj
znam Dawida trochę lepiej niż Ty i wiem że będzie chciał się
odpłacić za to jak go potraktowałaś. Jestem pewien że jeszcze
dzisiaj przyjdzie do Ciebie do domu,dlatego lepiej żebyś została
na noc u mnie,a jutro pomyślimy co dalej. -Powiedział nie
spuszczając wzroku z drogi.
-I tak
już dla mnie dużo zrobiłeś. Nie mogę Cie narażać.
-On
się mnie boi. Zaufaj mi. -Popatrzył na mnie pełnym ciepła
spojrzeniem.
Postanowiłam
mu zaufać. Czułam że mogę na niego liczyć,chociaż znałam go
zaledwie kilka godzin.
Chwilę
później wjeżdżaliśmy na podjazd jednego z ładniejszych domów.
Znałam tę okolicę,sama tutaj mieszkałam zanim rodzice umarli. Na
myśl o tym co ich spotkało,do moich oczu od razu napłynęły łzy.
Szybkim ruchem wytarłam je rękawem kurtki. Chłopak otworzył mi
drzwi,zamknął samochód i zaczął podążać w stronę drzwi
wejściowych. Szłam za nim,krok w krok. Gdy weszliśmy do domu
znaleźliśmy się w niewielkim przedpokoju.
-Tutaj
powieś swoją kurtkę,a buty wsadź tam do szafki.-Chłopak pokazał
mi gdzie mam zostawić swoje rzeczy,po czym sam szybko się rozebrał
i gdzieś zniknął.
Wieszaki
na kurtki były puste,a na półkach było tylko parę par męskich
butów.
Chwilę
później poszłam do pokoju do którego drzwi znajdowały się
naprzeciwko drzwi którymi weszliśmy. Domyśliłam się że to
salon. Po mojej lewej stronie znajdowała się niewielka kuchnia,z
wysepką przy której stały 4 krzesła. Salon i kuchnia nie były
oddzielone żadną ścianą,tworzyły jedno pomieszczenie. Na prawo
był schody prowadzące na górę. Dom był bardzo ładnie i
nowocześnie umeblowany. Co dziwne,panował tu znakomity porządek,a
z tego co udało mi się zauważyć w przedpokoju Jasiu mieszkał
chyba sam.
-Chodź
na górę pokażę Ci gdzie co jest. -usłyszałam głos dobiegający
z szczytu schodów.
Zgodnie
z poleceniem udałam się po schodach.
-Tutaj
jest łazienka. -Jasiu otworzył pierwsze drzwi po lewej.
Weszłam
do środka,rozglądając się. Było to bardzo małe pomieszczenie.
-Zazwyczaj
korzystają z niej tylko goście. -dodał i gestykulacją rąk
zaprosił mnie do wyjścia z niej.
-Tu
jest moja sypialnia. -powiedział otwierając drzwi naprzeciwko.
Na
samym środku pokoju stało wielkie łóżko. Obok było okno,a po
lewej od okna dwie pary drzwi.
-Pewnie do garderoby i
łazienki. -pomyślałam.
Wyszliśmy
z pokoju Jasia,kierując się do przodu.
-Tam
jest pokój gościnny,ale rzadko ktoś z niego korzysta. -Wskazywał
na drzwi na samym końcu korytarza.
-A
tutaj jest twój tymczasowy pokój. -zaprowadził mnie do ostatniego
z pomieszczeń,otwierając drzwi i wpuszczając mnie do środka.
Pokój
był podobny do pokoju Jasia. Również miał dwie pary drzwi i
wielkie łóżko. Ściany były pomalowane na jasny niebieski. Pod
oknem stała mała toaletka,a zaraz obok komoda.
Był
to typowo dziewczęcy pokój. Zastanawiało mnie kto tu wcześniej
mieszkał.
-Dziękuję
że mogę tutaj zostać. -powiedziałam.
-No
drogo Cię to będzie kosztować. -na twarzy Jasia wymalowało się
rozbawienie.
Szturchnęłam
go lekko łokciem.
-Zejdź na dół. Pogadamy,ok?
-zapytał.
-Okej.
-odpowiedziałam i skierowałam się do łazienki.
Łazienka
w odróżnieniu od pierwszej którą pokazał mi chłopak była
ogromna. Postanowiłam wziąć szybki prysznic. Wycierając się
przypomniałam sobie że nie poprosiłam Jasia o nic do spania.
-Cholera. -pomyślałam.
Zawinęłam
się w ręcznik i skierowałam się do schodów. Usłyszałam że
Jasiu rozmawia z kimś w swoim pokoju więc zapukałam,a kiedy ten
powiedział że mam wejść szybko wślizgnęłam się do środka.
Chłopak odłożył telefon i obrócił głowę w moją stronę.
-Mała
znamy się parę godzin a ty już mi wyskakujesz prawie naga?
-Przestań.
-zawstydziłam się a na mojej twarzy automatycznie zagościł
ogromny rumieniec.
Jestem
strasznie wstydliwa,nienawidzę tego w sobie.
Jak
się zawstydzę nie potrafię wydusić z siebie słowa. Próbowałam
się opanować,gdy zauważyłam że chłopak któryś raz z kolei
prześwietla moje ciało.
-Zapomniałam
Cię poprosić o coś do spania,dasz mi jakąś koszulkę? -zapytałam
w końcu.
Jasiu
zniknął za drzwiami garderoby,a za chwilę wrócił z T-shirtem w
ręku.
-Dzięki.
-skierowałam się do wyjścia.
-Osobiście
podobasz mi się tak jak teraz,ale jak wolisz. -Usłyszałam za
swoimi plecami.
Zaśmiałam
się pod nosem.
W
szybkim tempie pognałam do swojego pokoju,a chwilę później byłam
już na schodach ubrana w dużo za dużą koszulkę.
Pokonując
ostatnie stopnie zauważyłam że Jaś czeka już na mnie w kuchni.
Usiadłam naprzeciwko niego zastanawiając się o czym chce
porozmawiać.
Przyglądam mu się uważnie i dopiero teraz zauważyłam że ma podbite lewe oko,rozciętą wargę,kilka ran na twarzy,a kostki u jego lewej ręki są pozdzierane aż do krwi.
-Matko,jak ty wyglądasz. -powiedziałam,podnosząc się z miejsca żeby przyglądnąć mu się bliżej.
-Gdzie masz apteczkę? -zapytałam.
-Daj spokój to nic takiego. -wydawał się być niewzruszony.
-Dobra sama znajdę.
Pognałam szybko do łazienki,przetrzepując każdą szafkę i szufladę. Poszukiwania nie okazały się trudne. W mgnieniu oka opatrzyłam rany Jasia i usiadłam na swoje miejsce.
-Musimy pogadać. -powiedział poważnym tonem.
~~~~~~~~~~
Dopiero zaczynam pisać,a już takie wielkie odstępy czasowe od postów mam...Bardzo was przepraszam że nie dodaję regularnie,ale ostatni czas w szkole był strasznie męczący,a jakby tego było mało,zepsuł mi się komputer.
Ale już wracam do normy i postaram się nie zaniedbywać bloga!:)